Wielu z nas lubi myśleć o sobie jako o wielkich miłośnikach zwierząt, ale jeśli twoja miłość kończy się na kupowaniu żywych istot w marketach zoologicznych, to czas na zimny prysznic. Zwierzęta to ktoś, a nie coś – tymczasem komercyjny rynek traktuje je jak tani towar z wkalkulowanym procentem strat. Prawdziwa, odpowiedzialna hodowla aktualizuje wiedzę, stawia na dobrostan, unika bezmyślnego chowu wsobnego, robi rygorystyczny background check przyszłych opiekunów i podpisuje umowy, które zabezpieczają los zwierzaka na wypadek życiowych kryzysów. Tymczasem pseudohodowle i masowe rozmnażalnie tworzą chory biznes, w którym liczy się tylko szybki zysk kosztem cierpienia, chorób genetycznych i eksploatacji organizmów aż do ich śmierci.
Prawdziwym piekłem są jednak animal mills – gigantyczne fabryki zwierząt zaopatrujące sieciówki. Gryzonie, ptaki, gady i płazy są tam upychane w ciasnych pojemnikach bez żadnego wzbogacenia środowiskowego, odrywane od matek za wcześnie i traktowane jak taśmociąg do robienia kasy. Ptaki karmione sztucznie z ręki dorastają z nieodwracalnymi zaburzeniami tożsamości gatunkowej, a dzikie gady trafiają na rynek z lewymi certyfikatami CITES, by w ogromnym procencie paść w pierwszym roku u niedoświadczonych nabywców. Cała estetyka sklepów zoologicznych – terraria na wysokości oczu dzieci, ciepłe światło maskujące zły stan futra czy trzymanie świnek morskich z królikami przenoszącymi zabójcze pasożyty – to przemyślana manipulacja mająca wywołać w tobie odruch litości.
Najgorsze, co możesz zrobić, widząc zaniedbanego zwierzaka za sklepową szybą, to wyciągnąć portfel i go kupić pod pretekstem ratowania. Płacąc za niego, nie jesteś bohaterem – zwalniasz miejsce na półce dla kolejnej wyeksploatowanej ofiary i dajesz korporacjom zielone światło do kręcenia tego procederu. Podstawowe prawa rynku są nieubłagane: popyt nakręca podaż. Jedynym realnym sposobem na uderzenie w ten system jest całkowity bojkot sklepów handlujących żywymi istotami, reagowanie na patologie i bezlitosne edukowanie otoczenia, zamiast łykania bajek o bezproblemowych starter petach.