Nie mogę w to uwierzyć, ale po dekadzie znowu zobaczę Bring Me The Horizon na żywo. Dziewiątego czerwca wjeżdżają do krakowskiej Tauron Areny, a jako opener gra Knocked Loose. To genialny wybór, bo dają mocny vibe wczesnego BMTH z czasów Count Your Blessings czy Sempiternal. To taki zespół, za którym jeździ się na koncerty, więc jaram się niesamowicie.

A skoro o BMTH mowa, czas na mały story time z 2016 roku. To był jeden z naszych alt-awakening zespołów. Byliśmy wtedy w kiepskim miejscu w życiu, totalnie wykluczeni i przerażeni światem. I nagle, zupełnie znikąd, pracownica MOPS-u załatwiła nam wyjazd na Przystanek Woodstock, dosłownie na pół dnia, żebyśmy mogli zobaczyć ich koncert. Droga pociągiem na drugi koniec Polski z nielegalnymi woodstokowiczami to był dopiero początek. Na miejscu totalny szok - masa dziwaków, odrzutków, subkultur, które normalnie się tłuką, a tam żyły w pełnym pokoju. Widzieliśmy paradę z wielką makietą potwora spaghetti, kupiliśmy biały pentagram, który do dziś ludzie mylą z satanistycznym, i po prostu czuliśmy się jak w domu.

Muzycznie zaczęliśmy od DragonForce, ale prawdziwa magia wydarzyła się na BMTH. Kiedy odwróciliśmy się od sceny, tłum nie miał końca. Krążyły teorie spiskowe, że Oli leciał z playbacku przez zjechany głos, ale i tak bawiłem się tam genialnie. Wracając, byłem przekonany, że już nigdy czegoś takiego nie przeżyję. A jednak. Podczas nagrywania tego vloga na front wbiło kilka osób z systemu, więc znowu był mały chaos, ale hej, taki nasz urok. Widzimy się pod sceną!