Co jest ze mną i pakowaniem się w kłótnie o lesbijki? Mój proces bycia wyrzucanym z chaty zaczął się właśnie od tego, chociaż no shade dla całego community. Dzisiaj na tapet wjeżdża dyskryminacja wewnątrz samego środowiska LGBT, czyli klasyczny friendly fire. Zaczęło się od internetowej dramy z laską, która zadeklarowała, że zerwałaby z partnerką po coming oucie jako osoba niebinarna. Nawet gdyby ta osoba nie planowała żadnej tranzycji medycznej i dalej prezentowała się femme. Powód? Bo ona jest lesbijką i musi chronić swoją labelkę za wszelką cenę. Nazwijmy to po imieniu - to jest czysta dyskryminacja. Kiedy próbowałem jej wytłumaczyć mój punkt widzenia jako poliamoryczny gej, dla którego małżeństwo to duchowy pakt, a relacje queerplatonic są totalnie valid, zostałem oskarżony o homofobię i zgaslightowany.
Ale problem jest o wiele głębszy. Kiedy dorastasz w toksycznym społeczeństwie i non stop dostajesz po łbie za bycie innym, zaczynasz internalizować tę nienawiść. Tak rodzi się zinternalizowana transhomofobia. Zaczynasz wierzyć, że są "dobrzy" geje i lesbijki, którzy wpasowują się w cis-het normę, oraz ci "źli", którzy noszą flagi, robią make-up i psują wam opinię. Próba bycia tym normalnym to dosłowny emocjonalny self-harm. Dochodzi do tego, że uprzywilejowani biali cis geje promują ruchy w stylu "drop the T", chcąc wykluczyć osoby transpłciowe ze społeczności i traktując ich jak chorych psychicznie. Zapominają chyba, kto stał na czele zamieszek w Stonewall. Zgadliście - to były trans kobiety. Zamiast walczyć ze sobą, powinniśmy trzymać się razem, bo nasze doświadczenia wykluczenia są dokładnie takie same.