Witajcie, tu wasz ulubiony amerykański agent federalny. Tak, serio, ktoś mnie na TikToku oskarżył o bycie agentem, bo ogarniałem, jak działa hodowla mięsa in vitro. Ale mniejsza z tym. Przeżyliśmy pierwszy heatwave, co na antydepresantach działających jak stymulanty jest absolutnym koszmarem. Nasze zdolności kognitywne spadły do poziomu cegły.

Główny temat to jednak nasz powrót do żywych po koncercie Bring Me The Horizon i Knocked Loose. BMTH dali taki czad, że teraz ich nowy album brzmi dla mnie zbyt popowo, a "Mantra" na żywo to był totalny ogień. Zanim jednak weszli na scenę, przeżyłem najgorszy atak paniki w życiu. Osiemnaście tysięcy ludzi w jednym miejscu sprawiło, że miałem ochotę rozwalić ściany i uciec z budynku. Na szczęście muzyka mnie uratowała. Wróciłem z merchem Knocked Loose, bo ich energia była niesamowita.

Powrót do domu to już klasyczna polska patologia zbiorkomowa. W przepełnionym tramwaju ktoś zaczął śpiewać religijną piosenkę i nagle cały wagon dołączył. Ja spróbowałem zarzucić "They Will Not Erase Us" od TX2, ale jakoś nikt nie podłapał. Zresztą, ten cały zjazd po koncercie to czysta biologia - wyczerpana serotonina i dopamina dają efekt podobny do zejścia po MDMA. Stąd ta cała depresja postkoncertowa.

Na koniec mały update: w lutym znowu jadę do Warszawy na TX2, tym razem na dwa dni i z biletem VIP (czyli Very Important Pigeon). Mam nadzieję, że klub Hydrozagadka pozwoli na lepszy kontakt z tłumem. A w wolnym czasie planuję pozwiedzać warszawskie cmentarze, bo podobno mają tam świetną sztukę cmentarną.