Jestem stereotypowym artystą, który potrafi cały dzień zmarnować na płacz nad tabletem graficznym. Ze względu na traumy i PTSD, przez długi czas unikałem trudnych tematów. Internet zrobił się sterylny i przerażająco purytański. Platformy społecznościowe wymuszają ugrzeczniony, czysty content, żeby nie straszyć reklamodawców. Ale wiecie co? Uciekanie od własnych demonów to równia pochyła. Zacząłem rysować rzeczy, które dla normików są "not safe for work" - krew, mroczne motywy, totalny vent art.
Ludzie zarzucają mi romantyzowanie problemów psychicznych, ale dla mnie to czyste catharsis. Moja sztuka nie jest dla mas. Wywaliłem do kosza swoje stare, "Instagram-positive" grafiki, bo to był chłam robiony pod algorytmy i sztuczne zasięgi. Żadne community guidelines nie będą mi dyktować, w jaki sposób mam przetwarzać swoje własne piekło. Sztuka ma oczyszczać, a jeśli komuś nie pasuje, że rysuję chore g**no, żeby nie zwariować - droga wolna, cancelujcie mnie.