Mamy z Cindy spory problem: nasz ulubiony, wielomiesięczny żart o tym, jak bardzo jesteśmy „unemployed”, właśnie wylądował w koszu na śmieci. Przez całe miesiące, kiedy w komentarzach pod naszymi materiałami pojawiały się klasyczne docinki internetowych mędrców w stylu „weź się za normalną robotę”, „idź do pracy” czy złośliwe diagnozy o bezrobociu, odpowiadaliśmy na to ze stoickim uśmiechem i autoironią. Zrobiliśmy z tego niemal stały element programu. No bo co innego można powiedzieć, kiedy człowiek ubiera się w neonowe kolory, tapiruje włosy, maluje oczy grubą warstwą eyelinera i biega po mieście z kamerą? Tylko że ten żart właśnie stracił rację bytu. Nastąpił bowiem zwrot akcji, którego nikt z nas nie planował w najśmielszych snach: The Reverse Emo Changeling wjechał z pełnym impetem do oficjalnego rejestru dzienników i czasopism. Koniec heheszkowania z bezrobocia. W świetle polskiego prawa stoimy przed wami jako legalna prasa, a człowiek, którego próbowaliście odsyłać do łopaty, technicznie rzecz biorąc jest właśnie w pracy.
Jak do tego doszło, że ktoś taki jak ja w zaledwie kilka miesięcy przedzierzgnął się z internetowego outsidera najpierw w „profesjonalnego grafika, który nie ma pojęcia o podstawach rysunku”, a chwilę później w zarejestrowanego dziennikarza i reportera? Zanim przejdziemy do konkretów, wyobraźcie sobie tę absolutnie surrealistyczną scenę na sali sądowej. Siedzi sobie stateczny, poważny sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, obłożony stertami kodeksów, wokand i pism procesowych. Nagle na jego biurko trafia oficjalny wniosek o rejestrację tytułu prasowego, złożony przez grupę alternatywnych twórców z subkultury scene. Sędzia musi w skupieniu przeczytać statut, przeanalizować cele wydawnictwa, przybić urzędową pieczęć i tym samym formalnie wbić do państwowego rejestru nazwę „The Reverse Emo Changeling”. W ten oto sposób polska machina sądownicza została nieodwracalnie zainfekowana emosowym bakcylem.
Sama historia powstania tej nazwy do dziś wywołuje u nas salwy śmiechu. Jakieś półtora roku, może dwa lata temu, siedzieliśmy razem i wspominaliśmy nasze dawne, nastoletnie marzenia o robieniu czegoś własnego w sieci. Wiadomo, jak to wygląda: burza mózgów, wielkie ambicje, ale brak punktu zaczepienia. W internecie pseudonim, wizerunek i estetyka to połowa sukcesu - to pierwsza rzecz, którą widzi odbiorca, i jedyna, która decyduje, czy kliknie w materiał, czy przewinie dalej. Siedzieliśmy godzinami, rzucając pomysłami, z których żaden nie miał sensu. W końcu, gdy zmęczenie wzięło górę, a nasz system alterów postanowił się lekko znieczulić kilkoma trunkami, ktoś rzucił tę absurdalną zbitkę słowną. Dlaczego akurat taką? „Changeling” to bezpośrednie odwołanie do podmieńców ze świata My Little Pony. Tyle że w kucykowym uniwersum changelingi to ogromny rój setek ciał sterowanych jednym wspólnym umysłem ula. U nas jest dokładnie na odwrót - jesteśmy „Reverse”, bo to cały rój różnych tożsamości, alterów i stanów świadomości (plurality / DID) zamknięty w obrębie jednego ludzkiego ciała. Do tego dorzuciliśmy „Emo”, bo to nasza estetyczna i subkulturowa tożsamość. Brzmi cringe'owo? Owszem. Ale nikt wtedy nie zakładał, że ten luźny żart wymyślony pod wpływem chwili stanie się kiedyś oficjalną nazwą zarejestrowaną w sądzie i wyląduje w opasłej teczce obok potężnych koncernów medialnych.
Zastanówmy się jednak, po co w ogóle pakować się w taką formalizację. Odpowiedź leży na ulicy: ludzie szczerze nie cierpią samozwańczych influencerów i trudno im się dziwić. Widzisz kogoś, kto biega ze smartfonem na gimbalu, zaczepia przechodniów, wpycha się w kolejkę i robi zamieszanie wyłącznie po to, by wygenerować algorytmiczny szum. Pierwsza reakcja otoczenia i ochrony to odruchowe: „Zjeżdżaj stąd, nie chcemy tu kolejnego dzieciaka z telefonem”. A teraz wyobraźcie sobie dysonans poznawczy, jaki eksploduje w głowie ochroniarza, portiera czy urzędnika, kiedy w odpowiedzi na próbę wyrzucenia za drzwi wyciągasz oficjalną legitymację prasową. W tym momencie następuje totalny błąd systemu. Przed nimi nie stoi już bezkarny random szukający poklasku, ale człowiek w trakcie wykonywania czynności zawodowych. Reporter. Reporter w ciężkich glanach, z czarnym eyelinerem na powiekach, tapirowaną grzywką i legitymacją ozdobioną szachownicą oraz kucykami. Nie mieliśmy jeszcze okazji przetestować tego w pełnym boju, ale sam widok urzędnika zmagającego się z tą sprzecznością będzie wart każdej minuty spędzonej nad papierologią.
Bycie oficjalną prasą otwiera drzwi, które dla zwykłego twórcy internetowego są zaryglowane na cztery spusty. Poważne konferencje prasowe, instytucje samorządowe, branżowe gale, festiwale, a nawet jawne posiedzenia sądów - wszędzie tam wchodzisz na zupełnie innych prawach. Zamiast prosić o uwagę, masz ustawowy mandat do zadawania pytań. Co więcej, w polskiej rzeczywistości pieczątka, numer rejestru sądowego i oficjalny nagłówek redakcyjny wciąż działają jak magiczne zaklęcie. Urzędnik, który zignorowałby e-mail od „osoby prywatnej”, staje na baczność, gdy na biurko trafia oficjalne zapytanie prasowe z powołaniem na ustawę. Zyskujemy też potężną tarczę w postaci tajemnicy dziennikarskiej. Kiedy poruszamy trudne tematy subkulturowe, kwestie zdrowia psychicznego czy wykluczenia, nasi rozmówcy często ryzykują ostracyzm. Jako prasa mamy prawo i bezwzględny obowiązek odmowy ujawnienia tożsamości naszych informatorów, chroniąc ich nawet przed organami ścigania. Dodatkowo nikt nie może już bezkarnie kraść naszych materiałów czy podszywać się pod naszą tożsamość - ewentualny spór nie dotyczy już anonima z TikToka, lecz zarejestrowanego wydawcy.
Oczywiście ten medal ma również drugą, znacznie mniej wygodną stronę. Polskie Prawo prasowe to zabytek z 1984 roku. Ustawa pamięta czasy nocnego składu zecerskiego, maszyn do pisania i cenzury stanu wojennego, przez co jej archaiczne mechanizmy bywają w epoce internetu absurdalnym obciążeniem. Największą pułapką jest instytucja sprostowań prasowych. Kiedy prowadzisz zwykłego vloga i ktoś zaczyna wylewać pomyje w komentarzach, po prostu klikasz „zablokuj użytkownika” i zapominasz o sprawie. Jako prasa nie masz takiego komfortu. Jeżeli opublikujesz materiał, a ktoś formalnie złoży wniosek o sprostowanie nieprawdziwych faktów, masz prawny obowiązek odnieść się do niego w ściśle określonym terminie i opublikować je w odpowiednim formacie. Jeśli tego nie zrobisz, sprawa może wylądować w sądzie. Z jednej strony to ryzyko użerania się z internetowymi pieniaczami, z drugiej - genialna okazja do generowania publicystycznych polemik. Jeśli hejterzy chcą wywołać dramę na drodze formalnej, droga wolna: każda taka potyczka to gotowy scenariusz na kolejny, bezkompromisowy materiał.
Trzeba też pogodzić się z całkowitym pożegnaniem z anonimowością. Prowadzenie czasopisma wymaga jawnej stopki redakcyjnej, adresu redakcji i danych wydawcy dostępnych publicznie w aktach sądowych. Na szczęście cała ta gigantyczna, nudna papierologia nie spoczywa na moich barkach. Jako dziennikarz prowadzący zajmuję się tworzeniem treści, podczas gdy niewdzięczną rolę redaktora naczelnego i pilnowanie procedur wziął na siebie Mighn Taghor w Toxic Echo studio. I całe szczęście, bo sam miewam dni, kiedy zapominam, jak poprawnie przeliterować własne nazwisko - oddanie mi do rąk urzędowych formularzy skończyłoby się katastrofą.
KOMENTARZ PRAWNY REDAKCJI (SUPLEMENT MERYTORYCZNY)
Niniejszy komentarz stanowi merytoryczne uzupełnienie publicystyczne przygotowane przez redakcję The Reverse Emo Changeling w celu wyjaśnienia niuansów polskiego prawa prasowego poruszonych w materiale wideo. Zastrzega się jednoznacznie, że poniższy tekst nie stanowi porady prawnej, opinii prawnej ani świadczenia pomocy prawnej w rozumieniu właściwych przepisów, a w przypadku indywidualnych spraw formalnych zaleca się konsultację z radcą prawnym lub adwokatem.
1. Status czasopisma internetowego w świetle Ustawy - Prawo prasowe:
Zgodnie z art. 7 ust. 2 pkt 1 Ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. - Prawo prasowe, pojęcie prasy obejmuje nie tylko tradycyjne publikacje drukowane, ale również „wszelkie istniejące i powstające w wyniku postępu technicznego środki masowego przekazywania, w tym także rozgłośnie oraz tele- i radiowęzły, upowszechniające publikacje periodyczne za pomocą dźwięku oraz obrazu lub dźwięku”. Zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą Sądu Najwyższego (m.in. postanowienie SN z dnia 26 lipca 2007 r., IV KK 174/07), periodyczne publikacje internetowe, w tym blogi i portale ukazujące się pod stałym tytułem częściej niż raz w roku, podlegają rejestracji w rejestrze dzienników i czasopism prowadzonym przez właściwy sąd okręgowy (art. 20 ust. 1). Formalna rejestracja nadaje tytułowi status prasy, a jego twórcom - określone ustawowo prawa i obowiązki.
2. Definicja i status dziennikarza:
Art. 7 ust. 2 pkt 5 Prawa prasowego precyzuje, że dziennikarzem jest „osoba zajmująca się redagowaniem, tworzeniem lub przygotowywaniem materiałów prasowych, pozostająca w stosunku pracy z redakcją albo zajmująca się taką działalnością na rzecz i z upoważnienia redakcji”. Polskie ustawodawstwo nie wprowadza państwowego cenzusu wykształcenia ani wymogu przynależności do cechów dziennikarskich. Status dziennikarza wynika z faktycznego wykonywania czynności twórczych na rzecz zarejestrowanej redakcji. Uprawnia to m.in. do wstępu na jawne posiedzenia sądów (art. 357 k.p.c., art. 356 k.p.k.) oraz do żądania informacji publicznej od organów administracji państwowej i samorządowej w trybie ustawy o dostępie do informacji publicznej oraz art. 11 Prawa prasowego.
3. Tajemnica dziennikarska i ochrona źródeł:
Fundamentem bezpieczeństwa pracy reportera jest art. 15 i art. 16 Prawa prasowego. Dziennikarz ma bezwzględny obowiązek zachowania w tajemnicy danych umożliwiających identyfikację osoby udzielającej informacji, jeżeli zastrzegła ona anonimowość, jak również wszelkich informacji, których ujawnienie mogłoby naruszać chronione prawem interesy osób trzecich. Zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej przez sąd może nastąpić wyłącznie w toku postępowania karnego i jest obwarowane surowymi rygorami: dotyczy wyłącznie najcięższych przestępstw (zamknięty katalog z art. 240 § 1 Kodeksu karnego, obejmujący m.in. zbrodnie przeciwko życiu i bezpieczeństwu państwa) i jest dopuszczalne wyłącznie wtedy, gdy okoliczności nie da się ustalić na podstawie innych dowodów.
4. Instytucja sprostowania prasowego:
Art. 31a Prawa prasowego nakłada na redaktora naczelnego obowiązek bezpłatnego opublikowania rzeczowego i odnoszącego się do faktów sprostowania nieprawdziwej lub nieścisłej wiadomości na wniosek zainteresowanej osoby. Należy podkreślić kluczowy niuans: sprostowanie dotyczy wyłącznie twierdzeń o faktach, a nie ocen, subiektywnych opinii, komentarzy artystycznych czy satyry. Wniosek o sprostowanie musi spełniać rygorystyczne wymogi formalne (termin 21 dni od dnia publikacji, forma pisemna, podpis wnioskodawcy, zwięzłość tekstu nieprzekraczająca dwukrotności prostowanego fragmentu). Redaktor naczelny ma prawo i obowiązek odmówić publikacji sprostowania, jeżeli nie spełnia ono warunków ustawowych (art. 33), np. gdy jest bezprzedmiotowe, nie odnosi się do faktów lub zawiera treści karalne.
5. Wzmożona odpowiedzialność prasowa:
Posiadanie statusu prasy wiąże się ze szczególną starannością i rzetelnością przy zbieraniu i wykorzystywaniu materiałów prasowych (art. 12 Prawa prasowego). Ewentualne naruszenia dóbr osobistych rodzą solidarną odpowiedzialność cywilną autora, redaktora naczelnego oraz wydawcy (art. 37 i 38), co odróżnia profesjonalną działalność publicystyczną od anonimowej twórczości w mediach społecznościowych.
Podsumowując: weszliśmy do gry na zupełnie nowych zasadach. Przeszliśmy całą procedurę, otrzymaliśmy sądową sygnaturę i zostaliśmy wbici w państwowe rejestry. Nikt nie może nam zarzucić, że jesteśmy przypadkową podróbką bez legitymacji. Nie wiemy, dokąd nas ta ścieżka zaprowadzi, ale jedno jest pewne: wkraczamy w nową erę The Reverse Emo Changeling. Od teraz nigdy nie wiecie, kiedy zza rogu wyłoni się reporter w alt ciuchach i podejdzie do was z mikrofonem. Pytanie brzmi: czy myślicie, że jesteśmy na to dostatecznie poważni? Bo ja mam co do tego pewne wątpliwości... 🖤
Komentarze / Dyskusja
Dołącz do rozmowy i podziel się swoją opinią bezpośrednio na naszym kanale dyskusyjnym.