Jak to jest mieć w sobie skumulowaną fuzję złości i smutku z wielu lat, a jednocześnie nie być w stanie poczuć absolutnie niczego? To stan, w którym uderza w ciebie fala emocjonalnego ścieku, ale jedyne, co rejestrujesz, to fizyczne objawy: ścisk w gardle, drganie mięśni i uczucie, jakby żywy ogień wypalał trzewia. Płaczesz, ale czujesz się, jakbyś obserwował swój własny płacz z boku. Chwilę później następuje całkowity flatline - zero emocji, a mózg wymazuje fakt, że w ogóle do czegokolwiek doszło, żebyś przypadkiem nie wyszedł na słabeusza.
Moja rodzina miała wobec mnie wielkie plany: artysta światowej klasy, weterynarz, aktor. Tymczasem siedzę przed kamerą w piwnicy, robiąc z siebie idiotę w sieci. Ale nikt z nich nie chce pamiętać, że pod tym wszystkim leży zdiagnozowane DID i przeszłość, o której mało kto ma odwagę mówić głośno. Kiedyś usłyszałem "złotą radę" od lekarza: Gdy masz atak agresji, nie rzucaj się na ludzi - rozbij kubek. I któregoś dnia, mając dość domowego hellu, rozbiłem ten cholerny kubek. Efekt domina? Tego samego dnia wylądowałem na oddziale zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym.
Pobyt w szpitalu, szkoła zawodowa fryzjerska z eskortą policji i karetki, lekcje matematyki na oddziale i codzienna walka o to, by wyjść "za dobre zachowanie" - to nie były wymyślone historie dla sportu. To była czysta próba przetrwania w świecie, w którym patologiczny dom bywa groźniejszy niż szpitalne pasy. Domy, które z zewnątrz wyglądają na "bezpieczne", potrafią zgotować najgorsze piekło, a brak wsparcia niemal zepchnął mnie na ulicę.
To pierwsza część tej historii. Bez szukania taniej sensacji, bez cukrowania - surowy zapis tego, jak łatwo system i otoczenie mogą cię skreślić. Ale pamiętajcie: nie jesteście w tym sami i zawsze warto walczyć o siebie, zanim całkowicie wylogujecie się z gry.
Stay scene, stay weird... i uważajcie na "złote rady"! 🖤🏥