Po ciężkich, osobistych rozkminach czas na krótki reset i zmianę klimatu. Zanim wjedzie druga część historii o szpitalnych perypetiach, na stół trafia nasz absolutnie pierwszy, pełen chaosu unboxing paczki z biżuterią do piercingu. I powiedzmy sobie szczerze: internet ma ostatnio mananię nadużywania słowa "LARP", wciskając je wszędzie tam, gdzie pasuje jak pięść do nosa. Więc dzisiaj robimy dosłowny Live Action Role Play - udajemy, że jesteśmy na tyle znani i fajni, że markom opłaca się wysyłać nam paczki, podczas gdy w rzeczywistości płatna współpraca polegała na tym, że to my zapłaciliśmy im za towar.
W pakiecie dostało się wszystko: walka z geodetycznym wyczuciem ostrości obiektywu, polowanie na idealny sweet spot i otwieranie żyletką paczki tylko dla taniego shock factoru (chociaż zamek i tak dało się rozerwać rękami). Do tego tęczowy zestaw z tytanu na nadchodzący marsz, zapasowe kółka do septuma przygotowywane pod łucznictwo (bo zahaczenie zwalnianą cięciwą o podkowę 1,6 mm w nosie brzmi jak dość drastyczny body mod) oraz obiecane naklejki. Ze szczególnym uwzględnieniem brokatowego szczura z napisem "Bite Me", który idealnie wpisuje się w naszą wyimaginowaną kapelę The Half Dozen Rats in the Bucket.
I żeby była jasność: prawdziwy LARP w subkulturach to nie jest bycie pozerem bez wiedzy. Dobry LARPer odgrywający emosa wykułby na pamięć całą dyskografię klasyków emocore'u, żeby w razie pytania być w 100% przygotowanym do roli. A jeśli chodzi o unboxing? Nie ma tu wyreżyserowanej perfekcji, jest surowa szczerość, DIY piercing z przeszłości i bezczelny chaos z ludźmi, którzy nie ogarniają matematyki i geometrii kadrów.
Stay scene, stay weird... i nie kłujcie się sami w domu! 🖤🐀