Trzecia i ostatnia część serii o życiu jako hikikomori to ostry wjazd w metafizykę. Co robisz, gdy realny świat kompletnie cię nie ogarnia, a OCD wmawia ci, że jesteś najgorszym złem? Uciekasz tam, gdzie ludzkie zasady nie mają racji bytu - w astral i świat duchów. Jako otherkin, który dosłownie doświadcza swojej nieludzkiej tożsamości, mam spory problem. W ludzkim ciele tracę 90 procent sposobów na wyrażanie emocji. Zebroid to zmiennokształtny, który komunikuje się przez paski na ciele, uszy czy ogon. Kiedy tego brakuje, stoję jak słup soli, a ludzie myślą, że jestem po prostu dziwny.
Szukanie znajomych to jakiś dramat. Zdejmujesz maskę, zaczynasz szczerze gadać o magii eksperymentalnej, a ludzie nagle się ulatniają. Ghosting za szczerość to standard. Przeszedłem masę screeningów psychiatrycznych i nikt nie wlepił mi psychozy, bo doskonale wiem, jak absurdalnie to brzmi dla normików. Moja magia to nie bajki z TikToka - mam mentora od szamanizmu, opieram się na doświadczeniu i mechanice kwantowej, a nie na pop-ezoterycznych bzdurach z internetu.
Chciałem iść na religioznawstwo na UJ, żeby badać to naukowo, ale oblałem maturę, więc ten plan poszedł w piach. Nie odnajduję się w systemowych community ani wśród therianów, bo większość nie łapie mojego podejścia. Ale szczerze? Mam to gdzieś. Nagrałem ten materiał, bo nie mam zamiaru udawać kogoś, kim nie jestem. Jeśli kogoś to odstraszy, to robi mi tylko przysługę. A jeśli ktoś czuje podobnie - miło cię poznać.