Zacznijmy od tego, że kiedyś miałem okazję tańczyć pogo z grupą księży w glanach na jakimś religijnym evencie. Ale przejdźmy do rzeczy ważnych. Bring Me The Horizon to dla mnie absolutna podstawa (tak, wszyscy udajemy, że album "Amo" to tylko glitch w rzeczywistości i nigdy się nie wydarzył). Niestety, współczesna kultura koncertowa to coraz częściej totalna patologia. Jakiś czas temu Oli Sykes oberwał telefonem w skroń na scenie. Serio, kim trzeba być i jak bardzo nieszczęśliwym, żeby odwalać takie akcje? Przez takie zachowania kluby wprowadzają potem absurdalne zakazy, jak chociażby zakaz noszenia corpse paintu na koncertach metalowych.

Kolejna żenada to chwalenie się omijaniem supportów. Ludzie z dumą piszą, że przyszli tylko na main act, omijając świetne kapele otwierające. Marnujecie kasę i pokazujecie tylko swoje muzyczne zacofanie. Ja na przykład miałem średnie oczekiwania wobec Taylor Acorn po przesłuchaniu jej albumów studyjnych, ale na żywo rozwalili system, a gitarzyście tak pozytywnie odwalało, że o mało nie zrzucił jej ze sceny.

Przez dzisiejszy przemysł muzyczny i streamingi nasze mózgi są tak wyprane, że jak kawałek nie złapie atencji w 15 sekund, to leci do kosza. Muzyki trzeba uczyć się słuchać. Sam tak miałem z Noahfinnce - na początku jego syntetyczny wokal mi nie siedział, a teraz to jeden z moich ulubionych artystów. Zróbcie sobie przysługę i dajcie szansę niszowym twórcom. A jak ktoś powie, że robię ten shoutout tylko po to, żeby wybić się na jego plecach, to osobiście przyjdę i poprzyklejam wam na stałe, k**wa, pająki do sufitów. To jest groźba.